"Nieważne jak smakuje, ważne, że zostało upieczone z sercem"


Dzisiaj odwiedzamy piekarnię "W Oliwnym Gaju".
Jej właścicielka, Jamie Olivetree, zaproponowała nam w końcu herbatkę.

Ale, nie może być tak prosto. Bo po co.
Uprzedzam, że moja "czepialskość" przeżywa przy nowych zadaniach rozkwit.
Dlatego je tak polubiłam! Wracając jednak do tematu...

Jamie, oczywiście w ostatniej chwili przypomina sobie o masie codziennych obowiązków, do których wykonania wspaniałomyślnie się zgłaszamy. Wielka szkoda, Jamie, że przy dalszym budowaniu reputacji z tobą, wspomnianych zadań jest jak na lekarstwo. Ach, no tak.
Nie kończy się na herbatce, ale o tym nieco później.

Jamie ma wiele na głowie, chociaż sama zdecydowała się na własny biznes. Na dobry początek - mleko niewiadomego pochodzenia. Dowiadujemy się, że mieszkańcy Nowej Grani, mimo swoich dążeń do nowoczesności cenią tradycyjne dostawy mleczarskie. Najpewniej głodne, godzimy się na zebranie wystawionych przed drzwiami butelek. 
Zjeżdżamy więc okolicę i wracamy do Jamie.

Kolejnym krokiem jest napełnienie zebranych butelek i odwiezienie ich do... No właśnie. Tutaj pojawia się ironia losowych lokacji w zadaniu. Czy Rick'iemu na pewno nie przeszkadza, że jego butelkę otrzyma zupełnie-inny-mieszkaniec, a on sam obejdzie się smakiem?
Oczywiście, nie pytając o to głośno jedziemy i odkładamy mleko tam, gdzie mamy możliwość.
Nie sądzę, aby było tak świeże jak mieszkańcy oczekiwali (zadania robiłam około 22).

Wreszcie nadeszła chwila na odpoczynek po pracy...

Albo i nie.
Odkrywamy (z ukrywanym zdziwieniem), że ktoś taki jak Jamie zostawił ciasto w piekarniku i mimo faktu stania tuż obok, nie zauważył pożaru. Zdarza się, prawda? Teraz panika doświadczonej piekarki kontra opanowanie naszej postaci. Czyli trzeba gasić a tu nas jeszcze pytają, o znalezienie ustrojstwa, którym tego dokonamy.
Hmm... Czym się gasi pożar?
Może gazetą? Albo walnę go drewnianym wałkiem?
O, jest i aparat. Ale nie o takie zgaszenie chodzi.
Po sporym wysiłku, zauważamy gaśnicę, tuż przy wejściu, tak na pierwszym planie. Teraz zalewamy całą kuchenkę pianą. Notabene, kuchenkę elektryczną. Nikt nie pomyślał o wyłączeniu jej i o tym, że trzeba użyć gaśnicy proszkowej, serio?

Wynik starcia gracz kontra ogień to brak widocznych zniszczeń oraz ciasto, które przetrwało (nada się na tytuł jakiegoś thrillera). Przy dalszych oględzinach, nawet nasza postać stwierdza, że przypomina ono raczej czarną, mokrą ścierkę. A klient czeka! Zostajemy zapewnione przez Jamie, iż ciasto się nada. Okazuje się to wystarczająco dobrym argumentem, żeby nas odesłać do... Dziewczyny, której w sumie nie zna. Jedyne wskazówki, to bycie sąsiadką oraz rude włosy. Dobra, i tak nie mamy nic innego w planach.

Wychodząc z kuchni Jamie możemy zauważyć, że drzwi kupowała w Ikei.
Może to jej urok, może to magia Jorvik?

Co do naszego zadania, nie ukrywamy zaskoczenia, gdy Petunia (to ona okazuje się być zapomnianą klientką) podchodzi sceptycznie do otrzymanego ciasta.
Czas więc na niezawodny argument, że jest ono chrupiące na brzegach i wilgotne w środku.
I czarne, i śmierdzi chemikaliami. Kto się nie skusi na kawałek?
Misja dostawy zakończona sukcesem, wracamy sprawdzić co u piekarki.

Czas na herbatkę i plotki.


Tylko chwilkę, naprawdę. Może jeszcze kwadransik?

Po herbatce oczywiście dowiadujemy się, że wcześniejsze zadania były tylko wstępem, do jakże wyczekiwanej, nowej reputacji. Tak, powiązanej z dwoma, nowymi sklepikami obok.
Zbudowanie reputacji na poziomie "towarzyska" zajmie nam 5 dni (zadania dają po 75 pkt).
W tym czasie, będziemy miały okazję na przemian zbierać i zawozić butelki mleka.
Są to zadania codzienne, więc nijak nie przyspieszymy tego nieszczęsnego procesu.

Co dalej...


Nadchodzi czas, na podjęcie ostatniego etapu pomocy naszej średnio rozgarniętej piekarce.
Pieczenie muffinek czekoladowych!

Jeśli chodzi o przepis, naprawdę się postarali. Nie ma co prawda ilości składników, ale na tej podstawie możemy już zrobić całkiem dobre babeczki czekoladowe.


Wyglądają całkiem apetycznie! A niby nadal surowe...
Skoro tak, to trzeba sprawdzić jak trzyma się biedny piekarnik, po potraktowaniu go gaśnicą.
Rzecz jasna, czasu szkoda, więc aby skrócić pieczenie dwa razy, tyle też podkręcamy temperaturę. Brzmi logicznie? Dla mnie też nie...
W międzyczasie Jamie decyduje się na posprzątanie kuchni. Znaczy, ona się decyduje, my to robimy. Za darmo doświadczenia nie dostaniemy! Podczas pracy zostaniemy uraczone pogawędką.


Czy coś się aby nie przypala? Może babeczki? Chociaż w 450°C nie powinny, prawda?
Wypadałoby je wyjąć. Niestety, pozmywanie naczyń nie ułatwiło znalezienia chwytaków, to nasze kolejne zadanie.


O nie, a wyglądały tak pięknie. Co mówisz Jamie? Są przynajmniej chrupiące? Może i tak...

Nie ma tego złego!


Jeszcze tylko chwilkę pomęczyć się przy podwieczorku i otrzymamy nagrodę. Przyznam, że bluzeczka jest całkiem ładna. Choć raz, róż nagrody nie jest bolesny dla naszego oka. 
Jest jeszcze coś, w końcu mamy teraz reputację na nowym poziomie.
William oraz Amy chętnie sprzedadzą nam kilka akcesoriów tematycznych (w tym urocze "zwierzaczki" do torby).


To wszystko!
Uf, właśnie dlatego nie lubię pisać o aktualizacjach ani zadaniach. Ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi!
Do następnego ღ

1 komentarz:

  1. Widzę, że nie tylko mnie dopisywał wybitny humor przy wykonywaniu zadań z Dżejmi. Jednak ja postanowiłam rozbić opowieści na dwa posty, bo to warte jest wzmożonego zainteresowania. :'D

    A na te drzwi z Ikei to sama bym poleciała, bo wcześniej nawet nie zwróciłam na nie uwagi. Wielofunkcyjne takie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za chęć podzielenia się swoimi uwagami i opinią! Proszę jednak o zastosowanie się do poniższych zasad:

• nie spamuj
• szanuj autorów oraz innych komentujących
• staraj się zachować poprawność językową

Jeśli chcesz pozostawić reklamę swojego bloga - jak najbardziej, ale poświęć choć moment na nawiązanie do posta, który komentujesz.